Autostopem do Amsterdamu

Autostop do Amsterdamu po raz drugi

Holandia wywarła na mnie tak pozytywne wrażenie, że zaledwie tydzień po pierwszej podróży do tego kraju nadarzyła się okazja na autostop do Amsterdamu, tym razem wraz z kolegą ze studiów.

Relację z poprzedniej podróży autostopem do Amsterdamu przeczytasz tutaj.

Podróż rozpocząłem wcześnie rano w Słubicach wraz z moim kolegą Michałem. Poprzednim razem stałem tam z tabliczką, zaś tym razem postawiliśmy na zagadywanie kierowców na stacji benzynowej podczas gdy tankowali oni swoje auta. Odzew był bardzo pozytywny, mimo iż wielu kierowców nie miało już miejsca w aucie. Kierowcy z uśmiechem życzyli nam powodzenia.

Do Holandii “na strzała”

Znalezienie auta w stronę Niemiec prawdę powiedziawszy nie zajęło nam w sumie dużo czasu. Co więcej, był to przejazd od razu do aż do samej Holandii! Tym samym drugi raz z rzędu udało mi się przejechać całe Niemcy bez zmiany kierowcy! Kierowcą, który nas zabrał był Polak mieszkający na stale w Utrechcie. W trakcie jazdy opowiadał nam o życiu w Holandii, a konkretnie o cenach i pracy w tym kraju.

Autostop do Amsterdamu

Po kilku godzinach szybkiej jazdy byliśmy już w Holandii. Stwierdziliśmy, że kontynuujemy autostop do Amsterdamu. Zrobiliśmy tabliczkę i po paru minutach zatrzymało się auto. Kierowca jechał aż do samego Amsterdamu, więc zabraliśmy się z nim. Był nim Taj, który mieszka już w Holandii od dawna. Wysiedliśmy na parkingu przy stacji metra, skąd udaliśmy się do centrum miasta na zwiedzanie. Autostop do Amsterdamu był zatem bardzo błyskawiczny i bezproblemowy.

Amsterdam
Typowy kanał w centrum miasta
De Wallen
De Wallen

Przygodę z Amsterdamem zaczęliśmy od głównej stacji kolejowej, która ładnie prezentuje się z zewnątrz. Po drodze poznawaliśmy ludzi, przyglądaliśmy się ładnej architekturze miasta. Wybraliśmy się także do De Wallen, gdzie znajduje się rozrywkowa dzielnica miasta, w tym setki barów, pubów i restauracji.

Autostop do Amsterdamu
Amsterdam – “Wenecja Północy”

Autostop do Amsterdamu

Nocleg w Amsterdamie

Późną nocą przyszedł czas na szukanie noclegu. Szybkie spojrzenie na mapę i podjęliśmy decyzję, że udamy się do Vondelparku. Na mapie zajmował duży obszar i nie był zbytnio daleko od centrum. Tam na totalnym spontanie spędziliśmy noc.

Rano udaliśmy się jeszcze na krótkie zwiedzanie w zupełnie innym klimacie. Nie było to tym samym co poprzedni wieczór. Musze przyznać, że Amsterdam jest jednym z niewielu miasto w Europie, które dużo ciekawiej zwiedza się nocą, niż za dnia. Te miasto po prostu tętni życiem w nocy!

Na wylotówkę

Czas na krótkie zwiedzanie dobiegł końca i nadszedł czas na powrót. Ponieważ nie zmienia się zwycięskiej taktyki, miejscem autostopu było to same z którego jeszcze tydzień wcześniej złapałem auto na kilkadziesiąt kilometrów w stronę Niemiec. Drogę na wylotówkę znałem już na pamięć, gdyż mam bardzo dobrą pamięć topograficzną, więc dotarliśmy do niej bez problemu. Amsterdam nie jest olbrzymim miastem, więc w ciągu godziny lub półtorej można spokojnie dojść z centrum na wylotówkę, z której łatwo się wydostaniemy.

Niestety okazało się, że na wylotówce nie byliśmy sami. Była tam już para 2 dziewczyn, więc nasze morale nieco opadły, gdyż niemal zawsze kierowca widzący 2 facetów i 2 dziewczyny wybierze drugą opcję. W naszym przypadku było akurat zupełnie inaczej! Dlaczego? Wpadłem na świetny pomysł, by wyróżnić się z tłumu i łapać stopa inaczej niż zazwyczaj się to robi – w pozycji klęczącej. Powodowało to naprawdę wielkiego banana na ustach kierowców i naprawdę szybko zatrzymało się auto. Co więcej, była to samotna młoda kobieta! Wolała zabrać 2 facetów, niż 2 dziewczyny, gdyż powiedziała, że zaciekawiła ją moja pozycja łapania stopa.

Autostop do Amsterdamu
Na wylotówce

Przejechaliśmy jedynie kilkanaście kilometrów, ale byliśmy już na prostej drodze w kierunku Niemiec. Poprosiliśmy by wysadzić nas na stacji benzynowej bezpośrednio przy autostradzie i tam początkowo staliśmy z tabliczką.

“Koniara”

Było dość wietrznie i co chwilę musieliśmy się dogrzewać na stacji benzynowej. Po pewnym czasie zmieniliśmy więc taktykę. Zaczęliśmy zagadywać kierowców wchodzących do stacji benzynowej by nie marznąć.

Po kilkudziesięciu minutach jedna Holenderka przewożąca konia powiedziała nam, że nas nie zabierze, natomiast wychodząc ze stacji zmieniła swoje zdanie i jednak nas podwiozła. Ważne jest zatem by pytać kierowców gdy idą płacić za paliwo, a nie gdy wracają do samochodu – daje się im więcej czasu na podjęcie decyzji jeśli wyglądamy na sympatycznych podróżników.

Przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów z przemiłą “koniarą” i daliśmy się wysadzić na parkingu. Złapanie kolejnego auta nie trwało nawet minuty. Zapytaliśmy kierowcę auta na niemieckich blachach czy nie jedzie do Niemiec i nas nie podwiezie. Bardzo chętnie się zgodził wraz z kolegą, jednakże zapytał jeszcze czy zaczekamy na nich kilka minut, bo chcą najpierw coś zjeść w Burger Kingu.

200km/h w Niemczech

Zaczekaliśmy zatem i było warto. Młodzi Niemcy, z którymi jechaliśmy nowym Golfem VI lubili sobie wyskakiwać na weekend do Amsterdamu na imprezy. Nasz kierowca pracował jako księgowy. Jechaliśmy przepisowo 120km/h po holenderskiej autostradzie. Po ujrzeniu znaku “Wilkommen in Deutschland” wskazówka na prędkościomierzu nagle nieprzypadkowo przesunęła się do 200km/h i była to jak najbardziej dozwolona prędkość! W takim tempie szybko pokonywaliśmy kolejne kilometry, ale tak samo szybko ubywało paliwo w zbiorniku.

Kierowca trochę nie ogarnął stacji benzynowych i byliśmy zmuszeni do zjechania z autostrady i szukania stacji Aral, gdyż tylko tam mógł zatankować paliwo na firmę. Na szczęście udało się coś znaleźć po kilku minutach i z powrotem wróciliśmy na główną autostradę.

Jazda z handlarzem

Zostaliśmy wysadzeni na tzw. “dzikusie” gdzie nie było stacji benzynowej i ruch na nim był dość ograniczony. Postanowiliśmy pójść za ciosem i pytać ludzi. Po kilku minutach udało nam się namówić na przejazd polskiego handlarza samochodów jadący lawetą. Przejazd odbywał się w miłej, bardzo rozrywkowej atmosferze, kierowca popalał sobie cygara w trakcie jazdy. Przejechaliśmy z nim dość długi odcinek autostrady i wysiedliśmy na obwodnicy Berlina.

Ostatnie kilometry

Kontynuując naszą taktykę, pytaliśmy ludzi, bo w sumie zrobiło się już ciemno i stać w dwóch chłopów na końcu parkingu byłoby na pewno niezbyt skutecznie. Pewien starszy Niemiec niemówiący w ogóle po angielsku zgodził się nas zabrać do Frankfurtu. Pomocna zatem okazała się znajomość niemieckiego by przekonać kierowcę by nas wziął 🙂

Po około godzinie jazdy dotarliśmy do mostu w Frankfurcie nad Odrą, przeszliśmy do Słubic i tym samym zakończyliśmy naszą kolejną autostopową przygodę. Autostop do Amsterdamu był bardzo udaną podróżą!

Autostop do Amsterdamu – podsumowanie podróży

Słubice – Amsterdam na 2 auta

Amsterdam – Słubice na 5 aut

Kwota wydana na autostop do Amsterdamu: kilka euro na jedzenie, nocleg w parku nie kosztował nas nic 🙂

Przeczytaj także artykuł o tym, z czego słynie holenderska stolica.

I na koniec zapodam autostopowy suchar ściśle związany z naszą podróżą 🙂

Na stacji benzynowej Polak zaczepia Niemca celem złapania stopa:
– Przepraszam, podwiezie Pan mnie i kolegę do Berlina?
– Was?
– Tak, mnie i kolegę.

Polecam też relację z podróży do Holandii przez innego blogera.

Podróżnik, nie turysta, ekspert autostopowania

Dodaj komentarz