Pierwszy raz autostopem

Autostopem do Amsterdamu

W moją pierwszą samotną podróż udałem się od razu na głęboką wodę autostopem do Amsterdamu gdzie obcy ludzie zaprosili mnie na imprezę życia.

Podróż autostopem do Amsterdamu rozpoczyna się w Słubicach, miejscu sprawdzonym już podczas poprzedniej podróży.

Podróż Autostopem do Amsterdamu – do Holandii “na strzała”

Przygotowałem tabliczkę z napisem Magdeburg. Już po ok. 15 minutach koło mnie zatrzymał się bus wożący Polaków za granicę, z którego wyszedł kierowca.

-Jak chcesz to mogę Ciebie gdzieś wyrzucić na autostradzie koło Magdeburga. – zaproponował kierowca

-A dokąd Pan jedzie dokładnie? – spytałem grzecznie

-Groningen, Holandia. Mogę Ciebie zabrać gdzieś po drodze.

-Super, jadę!

Kompletnie nie sądziłem, że start pójdzie tak gładko i od razu złapię auto do Holandii!

Kierowca jeszcze spytał tylko żartobliwie czy nie przewożę bomby, po czym załadowałem plecak do bagażnika i ruszyliśmy w drogę! Po chwili przekroczyliśmy granicę i wstąpiliśmy do Niemiec. I w tym momencie urwał się kontakt telefoniczny. Zdałem sobie sprawę, że nie miałem wtedy włączonego roamingu.

Jechałem z Polakami, którzy pracują w Niemczech i Holandii, czasami zjeżdżając trochę z głównej autostrady, jednak stosunek przejechanych kilometrów do czasu był wciąż zadowalający.

Już w Holandii

Przejechanie Niemiec zajęło raptem parę godzin i już popołudniu wstąpiłem do Holandii. Byłem strasznie podekscytowany, że jestem w kolejnym kraju i to w dodatku autostopem! Skoro byłem już w Holandii to stwierdziłem, że spróbuję pojechać autostopem do Amsterdamu.

Kierowca wysadził mnie na stacji benzynowej przy autostradzie. Polacy z którymi jechałem stanowczo odradzali mi wypad do Amsterdamu samemu, a w szczególności zwiedzanie tego miasta nocą ze względu na niebezpieczeństwa tam czyhające.

Spotkanie z autostopowiczami

Zrobiłem tabliczkę z napisem Amsterdam, bo przecież Holandia jest bardzo małym krajem w porównaniu do Polski, więc szanse na złapanie czegoś bezpośrednio do Amsterdamu były całkiem wysokie. Po chwili na ogromnym parkingu spytałem polskich kierowców ciężarówek czy jadą w moją stronę, ale powiedzieli że jadą do portu w Rotterdamie, więc podziękowałem im grzecznie. Na parkingu spotkałem też autostopowicza z Niemiec i Azjatów, którzy jechali w przeciwną stronę. Bardzo zachwalali Amsterdam.

Przemoczony do suchej nitki w drodze autostopem do Amsterdamu

Stojąc raptem parę minut zrobiła się potężna ulewa, a parking był tak ogromny, że zanim dobiegłem do przejścia podziemnego pod autostradą byłem już przemoczony do suchej nitki. Strasznie nie lubię tego uczucia!

Położyłem moją tabliczkę “Amsterdam” na ziemi licząc że ktoś weźmie mnie autostopem do Amsterdamu. To był strzał w dziesiątkę! Po chwili jakiś mężczyzna sam do mnie zagadał czy nie chcę czasem podwózki w stronę Amsterdamu. Niby tylko kilkadziesiąt kilometrów, ale wciąż bliżej celu. Można powiedzieć, że pierwszy autostop w Holandii złapał się sam. Kierowcą był Holender, który sam w przeszłości jeździł autostopem, ścigał się nawet z kolegami na Majorce kto szybciej pokona jakiś odcinek. Jazda z tym kierowcą, to tak naprawdę pierwszy raz gdy miałem okazję sprawdzić swój angielski za granicą.

Byłem mile zaskoczony tym, jak dobrze ten Holender znał angielski. Okazało się, że w Holandii nie jest to niczym nadzwyczajnym. Holandia to kraj, w którym jest naprawdę niebywale trudno znaleźć kogoś kto po angielsku dobrze nie mówi. Holandia spokojnie mogłaby być krajem anglojęzycznym, jednak Holendrzy są dumni ze swojego języka.

Autostopem do Amsterdamu
Autostopem do Amsterdamu

W duecie z Austriakiem autostopem do Amsterdamu

Kierowca wysadził mnie na jakieś stacji benzynowej znowu przy samej autostradzie, więc byłem pewny, że dalej będzie tylko łatwiej. Na stacji benzynowej zauważyłem innego podróżnika z kapeluszem, więc zaciekawiony podszedłem do niego by nawiązać rozmowę. Był to Austriak, który jak okazało się, również zmierzał do Amsterdamu.

Po krótkiej konwersacji zdecydowaliśmy, że połączymy siły i będziemy razem łapać. Zmieniłem wtedy taktykę i zagadywaliśmy ludzi gdy tankowali swoje eleganckie fury.

Znalezienie kolejnego przejazdu nie trwało nawet kilku minut. Kolejnym kierowcą był również Holender jadący wielkim amerykańskim autem marki Dodge, więc jechaliśmy w dość luksusowych warunkach. Kolejny raz można było wykazać się znajomością angielskiego, gdyż ów kierowca również mówił swobodnie w tym języku. Kierowca wysadził nas już kilkadziesiąt kilometrów przed Amsterdamem.

Autostopem do Amsterdamu!

Ponownie pytaliśmy ludzi na stacji i w mgnieniu oka znaleźliśmy kierowcę który jechał do biznesowej dzielnicy Amsterdamu zwanej Zuidas, na południu miasta. Zabrał nas dość młody mężczyzna w nowiutkim sportowym Audi A5 jadący na spotkanie z dziewczyną. Po kilkunastu minutach dojechałem autostopem do Amsterdamu. Szybko wyrobiłem sobie pozytywne zdanie o Holendrach, jeszcze zanim dojechałem do samego Amsterdamu, bo łapanie stopa w Holandii było naprawdę błyskawiczne. Początkowo byłem też nieco przytłoczony nowoczesnością Amsterdamu. Autostop do Amsterdamu zajął ok. 10 godzin.

Problemy noclegowe

Austriak miał jakiegoś kolegę, który mieszkał tam, ale nie zgodził się mnie przenocować, gdyż miał małe mieszkanie. Pojawił się zatem problem – gdzie ja będę spał w tej całej Holandii?

Zacząłem pytać się przechodniów czy znają jakieś tanie miejsce noclegowe, jednak szybki zrezygnowałem z tego pomysłu gdy powiedzieli mi ile taka przyjemność kosztuje. Jeśli chodzi o ceny noclegów w Amsterdamie to są one niestety jednymi z najwyższych w Europie.

Wpadłem zatem na pomysł zwiedzania miasta nocą – powiem szczerze, że takie zwiedzanie ma swój urok, a szczególnie w Amsterdamie. Był jeden problem – ja nie miałem nawet mapy miasta haha.

Zwiedzanie miasta nocą

Pytałem ludzi jak dojść do centrum i tak też zbliżałem się do niego. Potem posiłkowałem się mapami na przystankach tramwajowych. Zrobiłem co najmniej kilkanaście kilometrów tej nocy przechadzając się po mieście z ciężkim plecakiem.

Gdy dotarłem do centrum, zdziwiło mnie, że dużo osób zagadywało do mnie samemu. W Amsterdamie popularną formą zarobku jest wskazywanie drogi, a potem granie na emocjach i mówienie, że jest się bezdomnym i prosi o parę euro.

Gdy dotarłem do rozrywkowej dzielnicy miasta, zauważyłem dziesiątki podejrzanych typów czekających jakby na klientów. Byli to przede wszystkim dilerzy narkotyków, którzy szeptali różne ich nazwy, których nawet nigdy wcześniej nie słyszałem w życiu.

Zaproszenie na nocleg

Była już 4 rano, byłem strasznie wyczerpany po podróży i długiej wędrówce. W pewnym momencie zostałem zaczepiony przez 2 Holendrów w wieku ok. 25 lat. Byli zaciekawieni, że zwiedzam miasto w środku nocy z ogromnym plecakiem, więc chyba musiałem przyjechać z daleka. Gdy powiedziałem im, że przyjechałem autostopem z Polski, nawet nie planując zbytnio i nie mam gdzie spać, jeden z nich od razu zaproponował nocleg u siebie w mieszkaniu.

Mając na uwadze rady Polaków z którymi jechałem busem dotyczące bezpieczeństwa tego miasta nocą, byłem początkowo dość nieufnie do nich nastawiony, jednak po krótkiej rozmowie doskonała znajomość angielskiego pozwoliła mi wyczuć tylko dobre intencje Holendrów. I tak też było. Ten który mnie zaprosił, w drodze do jego mieszkania pytał co lubię pić, jakie wino, jakie whisky, jaką wódkę, jakie drinki, jakie piwo. Powiedział, żebym prosto z mostu powiedział na co mam ochotę, a on mi wszystko da. Wydawało mi się to jedną wielką abstrakcją i wyczuwałem jakiś haczyk w tym. Niepotrzebnie.

Mój gospodarz mieszkał w ścisłym centrum Amsterdamu, gdzie znalezienie noclegu graniczy z cudem. Do mieszkania dotarliśmy w jakieś 5 minut i od razu James wskazał mi miejsce do spania.

Szczerze powiedziawszy byłem po prostu zszokowany, że ktoś nagle spadł mi z nieba w środku nocy w tak turystycznym mieście proponując mi nocleg. Jedno jest pewne, stało się to tylko dzięki temu, że ów Holendra zaintrygował atrybut podróżnika – plecak. Gdybym go nie miał sobą, jestem pewny, iż ci Holendrzy by w ogóle do mnie nie zagadali.

Idziesz na balety?

Wniebowzięty chciałem w końcu o 4 położyć się spać, po ciężkim dniu, jednak James powiedział, że jest zmiana planów. Idzie na balety. I pyta czy ja też chcę. Odmówić pójścia na balety w Amsterdamie to tak jak być w Paryżu i nie zobaczyć Wieży Eiffla. Mimo iż byłem potwornie przemęczony, poszedłem, nie chciałbym potem żałować, że ominęło mnie coś, co mogłoby mi się już nigdy nie przydarzyć 🙂

“Impra jest tu…”

-To gdzie idziemy na te balety? zapytałem Jamesa

-Daleko nie ma. Wystarczy że zejdziemy do piwnicy.

Bosko, po prostu bosko! Lepiej być już chyba nie mogło! Głośną muzykę było słychać po drugiej stronie kanału. Do dziś dziwi mnie to, że sąsiedzi nie wydzwaniają tam tak na policję jak to się dzieje w Polsce.

Nie zapomnę tego zejścia do piwnicy. Zostałem przywitany jakbym po latach spotkał najlepszych kumpli ze szkoły  lub jakbym wrócił z wojny! OBCY LUDZIE ZACZĘLI MNIE ŚCISKAĆ DOCIEKAJĄC KIM JESTEM I CO TU ROBIĘ PODAJĄC MI OD RAZU PIWO. I nie, nie byli to geje, a normalni, ciepli i serdeczni ludzie, meeeeeega otwarci na obcokrajowców! Byłem kompletnie oszołomiony ich postawą, bo żyjąc w Polsce takie sytuacje nigdy mi się nie przydarzyły. Ci Holendrzy traktowali mnie tak, jakbyśmy się znali ze 20 lat! Na tej imprezie czułem się jak ryba w wodzie, świetne towarzystwo, świetna klubowa muzyka, miło spędzony czas! Można było nawet sobie nalewać piwo z beczki bez limitu.

Miałem także fantastyczną możliwość poćwiczenia mojego angielskiego i wypytania Holendrów o życie w ich kraju.

Wielonarodowy Amsterdam

Otwartość Holendrów bierze się głównie stąd, że Holendrzy stanowią mniejszość w Amsterdamie, miasto zamieszkuje aż 52% obcokrajowców, z czego najwięcej Marokańczyków, Surinamczyków i Turków. Dla porównania, w Polsce mamy zaledwie 2% obcokrajowców…Żyjąc w tak wielokulturowym mieście po prostu trzeba siebie szanować nawzajem!

Autostopem do Amsterdamu
Na niezapomnianej imprezie w Amsterdamie

W Polsce ciężko dotrwać do 4 na imprezie, kluby są często zamknięte dużo wcześniej. My imprezę skończyliśmy dopiero o 12 w południe. Było to dla mnie strasznie dziwne uczucie, że 8 godzin minęło w mgnieniu oka za sprawą doborowego towarzystwa. Byłem ostatnim który został na parkiecie. James już dawno się zawinął i chciał tylko bym go poinformował jak impra się skończy.

Podziękowałem mu z całego serca za najlepszą imprezę w życiu, po czym udałem się na przechadzkę wzdłuż amsterdamskich kanałów podziwiając szeregową zabudowę.

Amsterdam Centraal
Amsterdam Centraal – główny dworzec kolejowy Amsterdamu

Autostopem do Amsterdamu
Centrum

kanał w Amsterdamie
De Wallen
Amsterdam
Bazylika św. Mikołaja w Amsterdamie

Na wylotówkę

Popołudniu udałem się pieszo na wylotówkę, skąd zamierzałem łapać stopa. Wybrałem oficjalną miejscówkę do łapania stopa, która jest oznakowana specjalnym znakiem drogowym, unikalnym chyba nawet w skali światowej. W Holandii autostop jest dość mile widziany wśród ludzi, że nawet największe miasta Holandii (takie jak Groningen czy Utrecht) na wylotówkach mają utworzone specjalne pasy do podwożenia autostopowiczów. Nie są one miejscem do parkowania aut, a jedynie do chwilowego zatrzymania w celu zabrania pasażera.

Zasadzka

Przygotowywałem tabliczkę z nazwami miejscowości, jednakże czynność ta została w pewnym momencie zakłócona. Na pasie zatrzymał się facet na skuterze. I to nie byle jaki ubrany. Odwalony jak stróż w Boże Ciało – w smokingu.

Mężczyzna poprosił mnie bym poprawił mu muszkę. Nie odmówiłem z grzeczności. Poprawianie jej trochę trwało, facet raz narzekał, że jest za luźno, a raz że za ciasno.

W międzyczasie na pasie zatrzymało się także luksusowe auto klasy premium, w którym siedziało 2 napakowanych koksów, z wielkimi świecącymi łańcuchami jak dla krowy.

W tym momencie zdałem sobie sprawę, że działo się coś złego. Zacząłem myśleć dlaczego ktoś, kogo stać na smoking jest na skuterze, a nie w dobrej furze, taksówce lub pieszo? Po drugie, dlaczego ów mężczyzna poprosił o pomoc akurat mnie zmuszając siebie tym samym do zatrzymania pojazdu w miejscu do tego nieprzeznaczonym? Po trzecie, dlaczego w trakcie gdy byłem zajęty poprawianiem mu muszki nagle podjechało auto, z którego 2 facetów wyraźnie mnie obserwowało?

Powód jest tylko i wyłącznie jeden – była to zasadzka na mój plecak.

Plecak leżał na chodniku, a ja miałem zajęte ręce poprawiając muszkę.

Facet ze skutera był umówiony z tymi z auta. Moje przekonanie tym bardziej się potwierdziło w momencie, w którym zacząłem być czujny i trzymałem już mój plecak jedną ręką, a facet w smokingu puścił oczko tym z auta, po czym oni odjechali i facet na skuterze również. Zorientowali się po prostu, że byłem zbyt czujny, nie dałem im się okraść.

Pamiętaj by plecak mieć zawsze możliwie najbliżej siebie, najlepiej na plecach.

łapanie autostopa w Amsterdamie
Unikalny znak dla autostopowiczów i miejsce gdzie próbowano mnie okraść

Powrót

Ochłonąłem po tej całej sytuacji i z gotową tabliczką zacząłem łapać stopa. Dość szybko zatrzymał się van na niemieckich blachach. Kierowca jechał aż do Czech, więc tylko kawałek trasy pokrywał się z tą, którą myślałem że przejadę. Kierowca wcale nie mówił po angielsku, więc byłem zmuszony do konwersacji po niemiecku. Podczas jazdy oglądaliśmy koncerty starych zespołów, więc było spoko.

Tak się skupiliśmy na oglądaniu, że kierowca niestety przejechał miejsce gdzie obiecał mnie wysadzić i zjechaliśmy z autostrady w kierunku Zagłębia Ruhry.

Z doświadczonym autostopowiczem

Byłem strasznie niepocieszony, bo myślałem, że zmarnuję przez to na pewno mnóstwo czasu. Nic bardziej mylnego, po kilku minutach na parkingu podszedł do mnie Holender z pytaniem czy mnie nie zabrać.

Od razu pochwalił mój doskonały angielski, zyskałem tym u niego sporo, przez co łatwiej było mi go przekonać do zabrania mnie kawałek z powrotem na autostradę z której zjechałem. Nie bez przypadku był zaciekawiony mną jako autostopowiczem, gdyż w rozmowie wyszło, że sam w przeszłości zjeździł kawał świata autostopem. Autostopował na wszystkich kontynentach poza Antarktydą i Afryką, gdyż jak twierdził, Afryka jest zbyt niebezpieczna. Był także pod wrażeniem, że tak szybko udało mi się dojechać autostopem do Amsterdamu.

Spłata długu z przeszłości

Ten kierowca był jednym z najciekawszych autostopowiczów jakich poznałem podczas jazdy i jednocześnie kierowcą, który nadrobił masę kilometrów w zupełnie innym kierunku by zostawić mnie w lepszym miejscu, a wszystko z jednego powodu – sam zjechał tyle tysięcy kilometrów, że wiedział doskonale co to znaczy łapać na złej drodze, dlatego czuł ogromną potrzebę pomocy, tak jak jemu pomagano w przeszłości.

“Na strzała” prosto do Polski

Gdy powróciłem na oryginalny tor mojej trasy, na wielkiej stacji benzynowej spotkałem dwóch Holendrów, którzy brali udział w wyścigu z Amsterdamu gdzieś na Litwę, a zatem idealnie tą samą trasą co ja. Chłopaki pokazali gościowi kartkę, na której mieli napisane zdania, że biorą udział w wyścigu i chcą się dostać na Litwę jak najszybciej.

Przeszedłem parę metrów by zobaczyć tablice rejestracyjne, a tam PO! Na szczęście, nie była to Platforma Obywatelska, a Poznań 🙂

Zagadałem do kierowcy i poprosiłem by im pomógł w wyścigu i zapytałem czy przy okazji nie wziął by również mnie. Chętnie się zgodził, gdyż jechał dużym samochodem, więc złapałem auto prosto do Słubic!

Powrót do ojczyzny

Do Polski dotarłem w środku nocy, nie śpiąc wcale podczas tej całej podróży. Działo się tak wiele podczas niej, poznałem tylu ciekawych ludzi, pozwiedzałem sporo i wróciłem cały i zdrowy.

Autostopem do Amsterdamu – podsumowanie trasy

Z pierwszej samotnej wyprawy nauczyłem się bardzo wiele: gdzie łapać stopa, jak zaczynać interakcję z obcymi ludźmi, jak uważać w podróży, a także znacząco poprawiłem swój angielski. Holandia okazała się bardzo dobrym kierunkiem na początku autostopowych przygód.

Słubice – Amsterdam na 4 samochody

Amsterdam – Słubice na 3 samochody

Kwota wydana na podróż autostopem do Amsterdamu: tylko kilkanaście euro na jedzenie! 🙂

Jeśli zaciekawiła Ciebie moja podróż autostopem do Amsterdamu, przeczytaj koniecznie relację z kolejnej wyprawy autostopem do Amsterdamu tutaj.

Przeczytaj również artykuł o tym, z czego słynie Amsterdam.

A Wy jak wspominacie swoją pierwszą podróż autostopową w pojedynkę? 🙂

Chcesz być na bieżąco?

  1. Polub fanpage Anglista w Podróży na Facebooku
  2. Śledź mnie także na Instagramie
Facebookinstagram
Facebook

Posted by Anglista w Podróży

Podróżnik, nie turysta
Ekspert autostopowania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *