Autostopem z Mediolanu – relacja z podróży

Powrót autostopem do Polski po zwiedzeniu Mediolanu był dość długi. Nie było lekko, ale najważniejsze że się udało dotrzeć bezpiecznie do domu.

O zwiedzaniu Mediolanu możesz przeczytać tutaj.

Mediolan – dojazd na wylotówkę

Dojechać do wielkiego miasta jest zawsze łatwo, natomiast wyjechanie autostopem z takiego rozległego miasta jak Mediolan to zupełnie inna bajka. Należy wyjechać lub wyjść jak najdalej od centrum miasta by złapać coś autostopem na dłuższy dystans.

Miejscem startu w Mediolanie była jedna ze stacji benzynowych na autostradzie A4. Aby się do niej dostać musieliśmy przejechać kawałek metrem przez Mediolan do stacji Sesto S. Giovanni, a następnie przejść ze 3 km pieszo. Bilet na metro można kupić w kiosku. Pomocna w wyborze wylotówki jadąc autostopem może się okazać popularna wśród autostopwiczów strona Hitchwiki.

autostopem

autostopem

W drodze na wylotówkę

autostopem

Dojście ze stacji metra na autostradę

Wejście na stację benzynową było ogrodzone od strony miasta, jednak znaleźliśmy szparę prawdopodobnie zrobioną przez innych autostopowiczów 🙂 Jeśli dotrzesz do tego miejsca, na 100% łatwo dostaniesz się w kierunku wschodnim 🙂

Z pół-Polką, pół-Włoszką

Pierwszego stopa łapaliśmy ok. 40 minut. Zagadałem po włosku do kobiety, która się zatrzymała i pakując plecaki do auta usłyszała jak rozmawiamy po polsku z Michałem. Kobieta okazała się być przemiłą pół-Polką i pół-Włoszką. Mieszkała w Bergamo od wielu lat i tam też jechała. Przejechaliśmy z nią z dobre 60km i zostaliśmy wysadzeni na stacji benzynowej.

autostopem

Okolice Bergamo

Duży błąd

Kolejnego stopa złapaliśmy znacznie szybciej, zabrał nas Włoch jadący do Wenecji. Mogliśmy w sumie jechać z nim tam, jednak my powoli kierowaliśmy się do Polski 🙁

autostopem

Okolice Verony

Włoch wysadził nas na stacji przed Weroną i to był wielki błąd. Zajechaliśmy jedną stację benzynową za daleko. W konsekwencji niemal nikt nie jechał w kierunku północnym, zaś łatwo byłoby złapać coś na wschód lub nawet południe. Kto miał jechać na północ to zjechał z autostrady wcześniej i pojechał dobudowaną drogą skracając sobie przejazd. Ten błąd kosztował nas z dobre 5 godzin stania w palącym słońcu. Plus tego był taki, że można było się szybko opalić 😀

W międzyczasie przejechało parę radiowozów policyjnych, jednak policjanci tylko się śmiali gdy widzieli mnie machającego karimatą z nazwami miejscowości i numerami autostrad 😀

“Nie chcecie do Rumunii chłopaki?”

Na tej stacji spotkaliśmy też parkę autostopowiczów z Czech, którym również nie szło łapanie stopa, choć mieli na pewno łatwiej niż my. Mieliśmy co prawda propozycję przejazdu z Werony aż do Rumunii, jednakże nie byliśmy zainteresowani tym razem 😀

Nocleg pod kiwi

Zbliżała się noc, więc trzeba było pomyśleć nad jakimś noclegiem…Na nasze nieszczęście stacja benzynowa była niestety dość szczelnie ogrodzona, więc nie można było za bardzo znaleźć dobrego miejsca na nocleg. Nie chcieliśmy też być na widoku.

Po dokładnym przebadaniu okolicy zauważyliśmy, że na samym końcu parkingu jest sporo trawy, więc pomyśleliśmy, że fajnie byłoby się tam rozbić na miękkim terenie. Szybko rozbiliśmy namiot po męczącym dniu na słońcu i zasnęliśmy.

Rano jak obudziliśmy się, zauważyliśmy że kiwi zwisa nam nad głowami, było jego od groma tam! Nigdy wcześniej w życiu nie widziałem jak rośnie sobie kiwi 🙂 Zagadka się zatem rozwiązała. Minusem tego miejsca był dość spory hałas, gdyż byliśmy zaledwie kilkadziesiąt metrów od ruchliwej autostrady A4.

autostopem

Nocleg pod Weroną

“Zabierz nas gdziekolwiek.”

Po złożeniu namiotu, ogarnięciu się i umyciu na stacji benzynowej dostrzegliśmy polską ciężarówkę z rejestracją z DW (Wrocław). Zapytaliśmy się kierowcy czy nie jedzie w stronę Polski, po czym oznajmił nam, że nie może zabrać 2 osób, ale wysłuchawszy naszej beznadziejnej historii z dnia poprzedniego zadeklarował się, że weźmie nas dosłownie parę kilometrów do Werony, bo rzeczywiście nasze szanse na wydostanie się były mizerne. Byliśmy gotowi jechać gdziekolwiek, byleby nie tkwić w tym fatalnym miejscu. Po dojechaniu na jakąś bazę na przedmieściach Werony musieliśmy iść z buta spory kawałek do wjazdu na autostradę. Nie było innego wyjścia.

Po dotarciu do wjazdu ujrzeliśmy znak, którego nienawidzę najbardziej na świecie – zakaz autostopowania. Pomimo znaku łapaliśmy stopa, gdyż nie mieliśmy innego wyjścia.

autostopem

Najbardziej znienawidzony przez autostopowiczów znak we Włoszech

Pechowo na bramkach

Niestety nikt nie chciał się nas zabrać z bramek, więc po długim czasie udaliśmy się w stronę miasta by kupić coś do picia, bo w tym upale bardzo szybko wypiliśmy co mieliśmy. Sklepów niestety nie widzieliśmy, więc zapytałem jakiegoś przypadkowego Włocha na ulicy jak się wydostać z tej Werony i gdzie jest najbliższy sklep by kupić wodę. Włoch kazał poczekać, po czym przyniósł wodę ze swojego mieszkania i powiedział, że podwiezie nas razem z rodzinką na północ, gdyż właśnie zamierzali jechać odpocząć nad Gardą. To było właśnie to, czego szukaliśmy! Byle kilka kilometrów od miasta!

Kolejny raz zostaliśmy wysadzeni na bramkach, jednak miejsce te już było dużo lepsze, gdyż wszystko co przejeżdżało przez bramki jechało w naszą stronę. Po kilku minutach oczekiwania zatrzymał się Włoch, który był spadochroniarzem. Przejechaliśmy z nim kilkadziesiąt kilometrów.

autostopem

Włoskie Alpy

Następne auta łapaliśmy już znacznie szybciej, gdyż byliśmy po prostu na dobrej drodze. Po kilku minutach zatrzymał się następny Włoch 🙂 Bardzo pomocna była znajomość włoskiego, gdyż Włosi angielskiego praktycznie nie znają.

autostopem

Na północy Włoch

autostopem

Alpy Włoskie

autostopem

Już blisko Austrii

autostopem

Okolice Bolzano

Autostop we Włoszech był świetną okazją do nauki włoskiego 🙂 Kierowcy słysząc włoski z ust obcokrajowca bardzo cieszyli się.

Grill z Polakami

Zbliżał się wieczór gdy wysiedliśmy z auta, zrobiliśmy małe rozpoznanie terenu przy stacji benzynowej. Szybko zostaliśmy zaproszeni przez polskich kierowców na grilla, gdyż z daleka zobaczyli naszą piękną reklamówkę Biedronki. Panowie zaproponowali powrót do kraju na 2 ciężarówki, jednak musielibyśmy czekać 2 pełne dni, a nie chcieliśmy tego.

Uważaj gdzie rozbijasz namiot

Po wspólnej konsumpcji i długich rozmowach późnym wieczorem udaliśmy się w poszukiwaniu miejsca do rozbicia namiotu. Byliśmy zmęczeni tym dniem, więc rozbiliśmy go na trawniku na widoku kierowców nieopodal stacji benzynowej.

Obudziłem się tej nocy ok. 3, gdyż poczułem, że jest mi mokro. Otworzyłem suwak namiotu, wysunąłem głowę przed namiot, jednak deszczu w ogóle nie było. Jak to możliwe że byliśmy mokrzy, skoro nie padał deszcz?

Okazało się, że rozbijając namiot w środku nocy nie widzieliśmy dokładnie gdzie go postawiliśmy. Tak się składało, że jego środek był rozbity na zraszaczu, który wczesnym rankiem uaktywnił się i zaczął nas zalewać od dołu. Michała chyba to wcale nie ruszało, bo spał jak suseł, więc szybko go wybudziłem ze snu i kazałem się wynieść z namiotu jak najprędzej, inaczej zalałoby nam wszystko.

Przypał z policją

Przenieśliśmy wszystkie nasze klamoty kilkadziesiąt metrów od zraszacza i stwierdziliśmy, że dalsze spanie nie ma już sensu skoro za mniej niż godzinę zrobi się jasno. Mieliśmy zamiar kontynuować podróż o świcie, jednak zanim zrobiło się całkowicie jasno, bocznym wjazdem na autostradę przyjechali Carabinieri.

Oczywiście zatrzymali się i skontrolowali nas widząc rozbity namiot, plecaki i inne rzeczy. Pytali czy śpimy w namiocie, ale powiedzieliśmy że tylko go suszymy po wcześniejszym deszczu. Na szczęście uwierzyli i zdziwieni spytali dlaczego nie podróżujemy pociągami po Europie, bo przecież to takie tanie, bilet kosztuje ZALEDWIE 600 euro…

Sprawdzili nasze dokumenty i puścili nas, jednak kategorycznie zakazali łapania stopa jak wskazują znaki drogowe. Zaciekawiony spytałem jaki jest mandat za łapanie stopa, jednak funkcjonariusz wzruszył ramionami i nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie, czyli jest to chyba taki trochę martwy przepis 🙂

Z Węgierką

Gdy tylko panowie odjechali swoim Fiatem, zaczęliśmy łapać stopa i po kilkunastu minutach wzięła nas Węgierka mówiąca płynnie po włosku. Przejechaliśmy z nią autostopem ze 100km, po czym wysadziła nas tuż przed austriackim Innsbruckiem.

autostopem

Z Węgierką

Pechowa Austria

Niestety Austria okazała się być bardzo pechowa, bo długo nie mogliśmy nic złapać mimo iż staliśmy w naprawdę bardzo dobrym miejscu. Byliśmy dobrze widoczni dla tankujących kierowców, a ruch na stacji był naprawdę spory. Byliśmy naprawdę zrezygnowani, że nikt nie chciał nas zabrać.

Z młodymi Niemkami

Po ponad 5 godzinach stania, zatrzymał się bus, z którego wysiadły bardzo młode 2 Niemki. Zaproponowały przejazd aż do Rosenheim. Dziewczyny nie miały nawet 20 lat, ale już zdążyły sobie zwiedzić kawałek świata autostopem, pracując w Australii i zwiedzając także inne kraje.

autostopem

Z Niemkami

Dziewczyny wysadziły nas w Rosenheim na stacji benzynowej i tam spotkaliśmy 2 niemieckich autostopowiczów. Pogadaliśmy chwilę ruszyliśmy kilkaset metrów na wjazd na autostradę, jednak brakowało tam miejsca na poboczu by spokojnie zatrzymać auto.

autostopem

Na stacji benzynowej w Rosenheim z niemieckimi autostopowiczami

Pod latarnią zawsze najciemniej

Czasami najgorsze miejsca bywają najlepsze, dlatego stanęliśmy nieco dalej, wyciągnęliśmy tabliczkę na Monachium i już pierwsze auto się zatrzymało! Kompletnie się tego nie spodziewaliśmy! Kierowcy często zatrzymują się w fatalnych miejscach by oznajmić, że miejsce z którego łapaliśmy stopa w ogóle się nie nadawało 😀 Nasz kierowca jechał z bardzo małym dzieckiem, co przyznam bardzo rzadko się zdarza.

autostopem

Pod Monachium

Lepiej wcześniej niż później

Ponieważ Monachium jest powierzchniowo olbrzymim miastem, postanowiliśmy nie być łapczywymi na kilometry i poprosiliśmy o wysadzenie nas na ostatniej stacji paliw przed zjazdem do miasta.

Z krajanem

Na parkingu pytaliśmy Polaków czy nie jadą w stronę Polski. Po spytaniu kilkunastu kierowców trafiliśmy na jednego który bardzo wczesnym rankiem jechał kilkaset kilometrów na Hof, więc przeczekaliśmy nockę i wyruszyliśmy z nim busem chyba ze 300km.

Kolejnego stopa złapaliśmy już znacznie szybciej, zatrzymał nam się przemiły Niemiec jadący busem do pracy.

autostopem

Okolice Lipska

Autostopem z niemieckim poliglotą

Naszym ostatnim kierowcą był również Niemiec, tym razem dużo starszy, bo miał ponad 65 lat. Śmiał się, że już 2 razy brał rozwód będąc z każdą żoną dokładnie 22 lata, nie mniej, nie więcej. Ów Niemiec jechał “na randkę” na pole golfowe na przedmieściach Berlina. Nasz kierowca okazał się świetnym poliglotą, mówił biegle po niemiecku, angielsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku oraz japońsku. Spytany skąd zna tak dużo języków, odpowiedział, że po prostu mieszkał w kilku krajach po kilka lat pracując na różnych stanowiskach 🙂

Zostaliśmy wysadzeni w centrum Berlina i tak oto zakończył się powrót z Włoch autostopem 🙂

Mapa trasy do Włoch autostopem

autostopem

Mapa trasy

A Wy jak wspominacie podróż autostopem we Włoszech? 🙂

Chcesz być na bieżąco?

  1. Polub fanpage Anglista w Podróży na Facebooku
  2. Śledź mnie na Instagramie
Facebookinstagram
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *