Barcelona – relacja z wyprawy autostopem

Barcelona, Camp Nou, morze, palmy – kto nie chciałby odwiedzić Hiszpanii? Pojedź tam autostopem, zwiedź miasto i wróć bezpiecznie pokonując 4200km 🙂 W tej relacji przeczytasz o najciekawszym człowieku jakiego kiedykolwiek poznałem w życiu!

Do dziś uważam, że był to jeden z najlepszych wyjazdów autostopowych pod kątem szybkości pokonania tak dużej ilości kilometrów, a chyba bardziej szczęścia, którego mi w ogóle nie brakowało w łapaniu aut na co najmniej kilkaset kilometrów 🙂

Podróż rozpoczęła się słonecznego środowego popołudnia na granicy polsko-niemieckiej w Kołbaskowie. O najlepszych miejscach do łapania stopa przeczytasz tutaj.

W skrócie, zamiar był jeden – pojechać jak najdalej, pozwiedzać coś i wrócić tak, by zdążyć do pracy w poniedziałek rano.

Nawet mi przez myśl nie przyszło, że pokonam ok. 4200km autostopem w tak krótkim czasie!

REKORD ODLEGŁOŚCI NA STOPA!

Po kilkunastu minutach czekania trafił mi się najdłuższy przejazd jaki kiedykolwiek miałem w mojej autostopowej karierze – ponad 2000km z jednym kierowcą z Polski “na strzała” aż do Hiszpanii!

Trafił mi się polski busiarz, który bardzo się śpieszył z dostarczeniem ładunku pod Barcelonę. Nie muszę chyba pisać, że byłem zszokowany tak długim przejazdem, jednak tak naprawdę obawiałem się, że jest to kompletnie nierealne wrócić z tej Barcelony do niedzieli wieczorem, biorąc pod uwagę, że wracałbym w weekend gdzie niemal wszystkie ciężarówki stoją.

Mówiąc w skrócie, trasę pokonywaliśmy w naprawdę ekspresowym tempie. Mój kierowca był zagorzałym fanem Braci Figo Fagot. Przez całą podróż przesłuchaliśmy chyba wszystkich ich piosenek po kilkanaście razy. Atmosfera w aucie była bardzo żywiołowa, w dodatku mieliśmy bardzo dużo tematów do rozmów, a mój szofer opowiadał jedne z najlepszych historii jakie miałem wysłuchać podczas moich podróży autostopowych. Miałem okazję nasłuchać się między innymi jak wyglądają huczne imprezy szefostwa pod krawatami w KGHM.

Postoje były rzadkie, a jak już się trafiły to były bardzo krótkie, głównie na szybką kawę, w konsekwencji Niemcy przejechaliśmy w mgnieniu oka.

Francja

Pierwszy i zarazem ostatni dłuższy niż 10minut postój zrobiliśmy na początku Francji bardzo późno w nocy. Dobrze że wtedy wziąłem śpiwór, bo dzięki niemu bardzo komfortowo wyspałem się busie. Właściwie to tylko zdrzemnąłem się.  Nocleg nie trwał chyba nawet 3 godzin, bo już trzeba było jechać dalej.

Przejazd przez Francję był na pewno dużo ciekawszy od przejazdu przez płaskie Niemcy. Początek Francji był pagórkowaty, ale im bardziej na południe byliśmy, tym ciekawsze widoki były na trasie. Po Francji jeździliśmy niemal wyłącznie drogami krajowymi by ograniczyć koszta bramek na autostradzie, która notabene są jednymi z najwyższych w Europie Zachodniej.

Krowy, kunie i inne zwierzaki

Jeżdżąc przez malownicze miejscowości w oczy rzuciła mi się olbrzymia ilość bydła wypasanego blisko dróg którymi jechaliśmy. Prawdę mówiąc, nie dało się tego nie zauważyć.

Francuskie drogi krajowe – najlepsze w Europie!

Drogi krajowe we Francji są chyba jednymi z najlepszych w Europie i nie mam tu na myśli tylko jakości asfaltu czy też szerokości pasa, a chodzi o to, że bardzo często na drogach krajowych są aż 2 pasy w jedną stronę i jeden w drugą. Co kilkaset metrów sytuacja się odwraca. Oczywiście jest to wszystko fantastycznie oznakowane. Gdy zaczynają się 2 pasy zamiast 1 to wiemy całkiem precyzyjnie ile mamy czasu na skorzystanie z wyprzedzania bez zjeżdżania na przeciwległy pas ruchu.

Kto nie przejechał się takimi drogami może nie zdawać sobie sprawy, jak fenomenalne jest to rozwiązanie problemu wyprzedzania powolnych pojazdów, w tym ciągników i innych zawalidróg. Ten system zaobserwowałem praktycznie tylko we Francji jeśli chodzi o drogi całej Europy.

Po drodze trafiały się prawdziwe motoryzacyjne rarytasy 🙂

Barcelona

Kto wie co to w ogóle za marka?

Barcelona

Z ronda na rondo

Trzecią rzeczą, która dała się zauważyć jadąc przez Francję to ronda, a właściwie milion rond. Są wszędzie. W każdej małej miejscowości zamiast kolizyjnych skrzyżowań są ronda. To znacząco ogranicza ilość wypadów.

Przepisowo

Czwartą rzeczą, którą zaobserwowałem podczas jazdy była przepisowa jazda francuskich kierowców co do prędkości pojazdu zważywszy że we Francji mandaty za przekraczanie prędkości do najniższych nie należą 🙂

Zbliżając się do granicy francusko-hiszpańskiej z bliska było widać pasmo Pirenejów 🙂

Hiszpania

Późnym czwartkowym popołudniem przekroczyliśmy granicę i byliśmy już w Hiszpanii.

Ponieważ kierowca nie jechał do samej Barcelony, a do jakiejś strefy przemysłowej, wysadził mnie kilkadziesiąt kilometrów przed miastem na stacji benzynowej na autostradzie. Barcelona była już na wyciągnięcie ręki!

BarcelonaZrobiłem błyskawicznie tabliczkę z napisem “Barcelona” i złapanie szybkiego stopa było tylko formalnością.

Barcelona

Tuż przed Barceloną

Już po 2 minutach zatrzymało się auto z 3 mężczyznami w środku.

-Where are you from? – zapytał jeden z mężczyzn

-I’m from Poland. – odpowiedziałem

-To wsiadaj k****! – z uśmiechem krzyknął mężczyzna.

Kierunek Camp Nou

Celem kierowcy była Barcelona, a dokładniej stadion Camp Nou. Bardzo było mi to na rękę, więc wsiadłem.

Byłem nieco zmieszany, jednak świadomy tego, że Polacy są wszędzie, więc nie zaskoczyło mnie to aż tak bardzo, że usłyszałem język polski w Hiszpanii.

Bardziej zaskoczył mnie fakt, że mężczyźni, którzy mnie zabrali wcale nie byli Polakami.

Zaczęliśmy rozmawiać po angielsku.

Potem wszyscy rozmawialiśmy po włosku.

Jeden mężczyzna biegle mówił po polsku.

Konwersowaliśmy też trochę po niemiecku.

… i po tym momencie moje kompetencje lingwistyczne się skończyły.

Zapytałem moich współpasażerów co robią w życiu, a oni odpowiedzieli mi “SECURITY”… po czym wszyscy zaczęli zrywać boki, a ja już niemal im uwierzyłem na słowo. Następnie po nitce do kłębka doszedłem, że to chyba nie do końca jest prawda.

Poliglota

Mężczyzna, który siedział z przodu niepozornie okazał się być najinteligentniejszym człowiekiem jakiego miałem kiedykolwiek poznać w całym moim dwudziestokilkuletnim życiu. Był poliglotą i to nie byle jakim. Mówił po angielsku, włosku, polsku, niemiecku, albańsku, macedońsku, turecku, czesku, rosyjsku, hiszpańsku, portugalsku, językach skandynawskich i jeszcze paru innych językach. W co najmniej 13 językach mówił biegle!!! I nie były to wyuczone pojedyncze słowa czy zdania, a prawdziwa biegłość językowa.

Zaintrygowany niewiarygodnymi kompetencjami językowymi Macedończyka musiałem koniecznie zadać mu jedno pytanie:

-Jak to jest możliwe znać kilkanaście języków biegle?

Jego odpowiedzi nikt by się chyba nie spodziewał…

-Zmieniam kraj zamieszkania co kilka miesięcy, rok, góra dwa. Uciekam przed policją.

-Aha, dobrze wiedzieć. – odpowiedziałem zamurowany

Gang Albanii, ale bez Popka

Wtedy do mnie dotarło z jakimi panami mam przyjemność jechać autostopem. Z gangsterami z Macedonii i Albanii. A dokładniej z trzema. Kradzieże, rozboje, napady, porwania, taka sytuacja. Super. Co gorsza, 2000 km od domu w Hiszpanii. Do kompletu brakowało tylko Popka.

Ten Macedończyk mógłby bez najmniejszego problemu zastąpić kilkunastu tłumaczy w Europarlamencie w Brukseli, ale ze względu na jego kryminalną przeszłość nie byłoby to możliwe.

Pewnie teraz zastanawiacie się po co gangsterzy z Bałkanów zabierają autostopowicza? To jest chyba drugie najciekawsze pytanie podczas tej całej przejażdżki.

Zaryzykowałem się je wprost zadać podczas jazdy, nie miałem już w sumie nic do stracenia…

-Jak już wiesz, jesteśmy z Macedonii i Albanii i chcemy się pokazać w Europie jako bardzo mili i pomocni ludzie. Ambitnie staramy się o wejście do Unii Europejskiej, więc robimy co możemy by przekonać ludzi z krajów członkowskich by nas zaakceptowali jako kolejnego członka.

Miało to sens.

Wtedy uświadomiłem sobie, że skoro szczerze rozmawiamy już dobre kilkanaście minut ze sobą, a nikt mi jeszcze nie wbił noża w plecy, to chyba go już raczej nie wbije. Doszedłem do wniosku, że tacy ludzie nie okradają, nie porywają i nie robią krzywdy przypadkowym osobom z których nie ma z czego okraść. Jak nosi stare powiedzenie “jak kraść, to miliony”. W skrócie idealnie obrazuje ono postawę panów z którymi jechałem.

Barcelona

Już w Barcelonie

Barcelona

Z macedońskim poliglotą

Barcelona!

Panowie dowieźli mnie pod same Camp Nou jak obiecywali 🙂 Po zaledwie 29 godzinach pokonałem dystans Kołbaskowo – Barcelona. Jest to rekord nie do pobicia 🙂

Barcelona

Camp Nou

Ponieważ nie planowałem, że dojadę aż do Barcelony, nie miałem też zaplanowanego żadnego noclegu. Udałem się zatem na nocne zwiedzanie miasta pokonując kilkanaście kilometrów podziwiając miasto.

Barcelona

Poranny widok

Barcelona

Barcelona

Barcelona

Przystań w Barcelonie

La Barceloneta – najpopularniejsza dzielnica Barcelony

Plaża nie była jakoś zatłoczona, mimo że znajduje się przy niej ogrom budynków mieszkalnych. Woda była w miarę czysta i ciepła. Minusem tej plaży był hałas, gdyż różni przybysze z Afryki Północnej handlowali na plaży wszystkim czym tylko się da, wydzierając się niemal tak jak na plaży w Międzyzdrojach sprzedając kukurydzę. W Barcelonie na plaży sprzedają ręczniki, okulary przeciwsłoneczne, sukienki, a nawet robią tatuaże i masują. Jest tam tak naprawdę praktycznie wszystko.

Barcelona

Plaża w Barcelonie

Barcelona

Barceloneta

Barcelona

Plaża w Barcelonie

Sagrada Familia

Sagrada Familia najbardziej okazały kościół w Barcelonie, a chyba nawet w całej Hiszpanii. Został on zaprojektowany przez Antoniego Gaudiego. Obiekt sakralny wznoszony był na przełomie XIX i XX w. Kościół ten jest symbolem całej Barcelony. W sezonie jest oblężony przez grupy turystów.

Barcelona

Sagrada Familia

Na wylotówkę

Po zwiedzeniu miasta, plażowaniu i pływaniu, przyszedł czas na drogę powrotną. Wydostanie się z Barcelony w kierunku Polski nie jest zbytnio łatwe, gdyż aglomeracja miejska ciągnie się kilometrami.

Pomocna w wyborze wylotówki może strona Hitchwiki. O wydostaniu się z autostopem Barcelony można przeczytać tutaj.

Kierunek Francja

Po dotarciu na stację benzynową kilkanaście kilometrów od centrum miasta złapałem pierwszego stopa do granicy z Francją, łapiąc w słynnej La Jonquerze. Tam niestety trochę już się nastałem, a to tylko dlatego, że zrobiła się noc.

Próba cierpliwości i kolejny “strzał”

Zanim udało mi się cokolwiek tam złapać straciłem chyba ze 3, a może i 4 godziny, jednak było warto czekać tak długo, ponieważ trafił mi się przejazd aż na ponad 1200km, aż do Zagłębia Ruhry. Co prawda chciałem wrócić mniej więcej tę samą trasą co przyjechałem do Hiszpanii, jednak przemyślawszy sprawę, postanowiłem, że nie ma co sobie zawężać możliwości trasy i trzeba jechać obojętnie jak autostradami byleby bliżej Polski.

Jechałem z Ukraińcem, który miał zarejestrowaną działalność w Portugalii. Anatolij, bo tak miał na imię, częstował mnie cały czas jedzeniem i kawą. W południe musieliśmy zrobić pauzę, więc wtedy mój kierowca przygotował pyszny obiad, na który zaprosił też Białorusina z ciężarówki obok. Następnie odespaliśmy parę godzin w ciężarówce i ruszyliśmy dalej.

Zagłębie Ruhry

Ważnym momentem było zdecydowanie się gdzie dać się wysadzić, ponieważ Zagłębie Ruhry jest najtrudniejszym miejscem do przemieszczenia się autostopem w Europie jeśli damy się raz źle wysadzić. Bierze się to stąd, że jest tam kilkadziesiąt autostrad, bardzo dużych miast i masa lokalnego ruchu.

Barcelona

Z ukraińskim kierowcą

Utkwiłem tam chyba na dobre 4 godziny zanim złapałem cokolwiek. W międzyczasie wielokrotnie zmieniałem tabliczki. Tym razem zatrzymał mi się młody Niemiec lubiący jeździć na koncerty muzyczne. Przejechałem z nim może tylko 40-50km, ale byłem już w znacznie lepszej sytuacji.

Barcelona

Z Niemcem

Barcelona

Ucz się tablic rejestracyjnych

Następnie Niemiec wysadził mnie na stacji benzynowej gdzie ruch był spory. Gdy wiązłem buty z daleka dostrzegłem tablice rejestracyjne, które mogłyby mnie ocalić – ZPY (Pyrzyce). Znajomość tablic rejestracyjnych bardzo pomaga w oczekiwaniu na stopa, bo gdy przez parking przejeżdża masa aut, która się nie zatrzymuje, czasem wystarczy pokazać tabliczkę w odpowiednim momencie i sukces murowany! Tym samym z Zagłębia Ruhry pojechałem ok. 700 km prosto do Kołbaskowa skąd zacząłem moją podróż. Jak to mówią – głupi zawsze ma szczęście 🙂 W konsekwencji udało mi się bez problemu zdążyć do pracy w poniedziałek, misja “Barcelona” udała się 🙂

Mapa trasy : Polska – Barcelona

Barcelona

Trasa z Polski do Barcelony

Mapa trasy: Barcelona – Polska

Barcleona

Trasa z Barcelony do Polski

Tak jak widać na załączonych obrazkach, moje trasy bardzo mocno różniły się od siebie. Przede wszystkim na tak długich trasach nigdy nie ograniczajcie się do jednej trasy! Prawdę powiedziawszy, gdybym chciał wrócić trasą najszybszą lub najkrótszą, jestem pewien że powrót zająłby co najmniej jeden pełny dzień więcej.

Czym urzekła Was Barcelona?

Jaką najciekawszą postać poznaliście podczas podróży autostopowych?

Chcesz być na bieżąco?

  1. Polub fanpage Anglista w Podróży na Facebooku
  2. Śledź mnie także na Instagramie
Facebookinstagram
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *